Przeczytałam ostatnio niesamowitą książkę Tillie Cole pt. "Tysiąc Pocałunków" ("A Thousand Boy Kisses") i długo nie mogłam się otrząsnąć. Nie byłam w stanie wziąć się za żadną inną, bo mam wrażenie, że nic już mnie tak nie urzeknie. Wylałam potoki łez, naszło mnie też wiele refleksji nad życiem, nad wiarą, nad miłością, nad zdrowiem. Ale najważniejsze, co sobie uświadomiłam, to jak wiele dostałam od życia.
Każdy z nas tak wiele od niego dostał.
Rok temu napisałam, że zdrowie jest dla mnie bardzo ważne. I mam je. To niezwykle dużo. Narzekamy na przyziemne sprawy, na pogodę, na szkołę, studia, na ludzi, na rodzinę. Zapominamy o tym, że piękno życia jest ukryte w szczegółach. Małe rzeczy.
Nie można mieć wszystkiego. Dlaczego więc nie cieszyć się z tego, co się ma? Zamiast ciągle analizować braki... skupić się na tym, co mamy. Docenić to.
I jechałam rowerem, słońce pomału zachodziło, ptaki krążyły nad polami pszenicy, na niebie utkały się kłębiaste chmury i nuciłam pod nosem piosenki z dawnych lat, których tekstu nigdy nie zapomniałam. Rozglądałam się i pomyślałam: "Boże, jaki ten świat jest piękny".
A mi dane jest być jego częścią.
Jak "Źdźbła Trawy" Walta Whitmana. Każdy z nas jest pojedynczym źdźbłem. Razem - tworzymy świat.
Nikt nie ma idealnego życia. Perfekcja jest nudna. Perfekcja, to brak wyzwań.
Zdrowie, kochająca rodzina, drobne sukcesy.
Wakacje.
Życie jest dobre. Zawsze. Jeśli tylko potrafisz to zobaczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz